czwartek, 3 czerwca 2010

Twarze: Asia

kolejne spotkanie z Asią w Krakowie, tym razem już bez odmrażania sobie dłoni na przeraźliwym zimnie. Ta melancholia w spojrzeniu to tylko pozory, w rzeczywistości straszliwa z niej gaduła;) Znów na szybko, więc to w zasadzie jedynie zarys pomysłu:


"W dzieciństwie lubiłam wodzić palcem po mapie, puszczać w ruch globus, patrzeć jak okręca się wokół własnej osi – i zatrzymywać go gwałtownie: tu, tu chcę być. Góry, rzeki, oceany czy państwa nie miały żadnego znaczenia, równie dobrze mógł być to atlas świata, jak i mapa fikcyjnych krain z książki. Chciałam być gdzie indziej, kiedy indziej, po prostu, czując, że gdzieś tam jest moje miejsce, mój dom. Moje ja.
Później przyszła szkoła, atlas stracił swoją magię i powędrował do plecaka, globus schował się do szafki i pokrył kurzem. Tęsknota pozostała. Coraz bardziej dotkliwsza, głodna, woła wciąż, by rzucić to wszystko, uciec, odciąć się od przeszłości, od ludzi i wspomnień – i wyjechać gdzieś daleko. Zacząć od nowa. Zacząć po prostu. Szukać tych swoich wysp szczęśliwych.
Na tym, czy na innym świecie, nieważne. Kiedyś je znajdę."

















2 komentarze:

  1. wspomnieć również warto o atrakcjach wieczornych tego dnia:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak, ta urocza chudzinka wyprawia wielkie cuda, pamiętam.

    OdpowiedzUsuń