i choć nasze festiwalowanie w tym roku wisiało na włosku, to jednak się udało.
i zaliczone: backstagowe obowiązki i przyjemności(miliony redbulli na koncie blisko dawki śmiertelnej, i owocne polowania) i fosa (choć tak mało zdjęć mimo wszystko przywiozłam) i obowiązkowe Metronomy i Iggy, Swans (z dużą dawką cierpliwości dla zanudzania przez 30 min po wyznaczonym czasie jednym utworem), Tides from nebula (mimo, że jeszcze słońce porządnie grzało - niesamowici), okrycia jak Death in vegas, other lives, fanfarlo, obscure sphinx i cała masa innych

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz